Desolation comes upon the sky

Siedzę w domu. Mam rozległy krwiak w udzie, stłuczone powłoki jamy brzusznej i mnóstwo siniaków. Mogło być gorzej, tak. 
Dwa dni w szpitalu na ostrym dyżurze to zbyt wiele. Nie chcę tak, Chcę żyć. Nie chcę umierać. To za dużo.
Jak zwykle w takich sytuacjach użalam się nad sobą i płaczę. 

And I hope that you’ll remember me

We can’t fall any further if We can’t feel ordinary love

Oficjalnie umieram. Leżę w domu na antybiotykach z gorączką, bez głosu, bez życia. Czasami myślę jakby to było gdybyśmy się nie spotkali. Może byłoby mi łatwiej? 
Wszystko mnie irytuje. 

Feel like a shit

Are we tough enough
For ordinary love?

It was raining, like today is

Nie lubię wyżywać się na ludziach. Zwłaszcza, że to później niesie za sobą duże konsekwencje. Nienawidzę się za to. 

Ostatnio ciągle jestem wkurzona na maxa. Nie wiem czym to jest spowodowane, chociaż w sumie to chyba zawsze tak mam. 

Jakoś odechciewa mi się wszystkiego. Mam mega huśtawki nastrojów nad, którymi nie mogę zapanować… 

Lecę na rehabilitację. Spróbuję się jakoś odstresować. Dzisiaj mam dzień całkowicie dla siebie. Żadnych dodatkowych zajęć. Może wyjdę gdzieś ze znajomymi? ….

Jestem po prostu zimną suką bez uczuć.

Decipher me, expose a bluff,
distrusting, raise your eyebrow.
Come and check what I have in my hands.
Destroy it with one move, like a house of cards.

This pain is just too real

Już nic mnie nie obchodzi. Naprawdę. Teraz mam to wszystko gdzieś. Nie obchodzi mnie Twoje życie. Skoro wolisz kogoś innego to się wal. Nie zamierzam się angażować. Po prostu odpierz się. Mam już tego dosyć. 

Dzień do pewnego momentu był super. Potem się zdenerwowałam (znowu) i się bardzo wkurzyłam. Lekka poprawa humoru i dość dużo śmiechu na Drzwiach Otwartych. Stosunkowo było dobrze, aż do momentu, kiedy wróciłam do domu i zobaczyłam zieloną kropkę koło imienia i nazwiska. 

Przestałam się przejmować, po prostu jest mi przykro, bo to wszystko z mojej głupoty (jak zwykle).

Although I wasn’t losing my mind it was a chorus so sublime

Wiedziałam, że to zły pomysł, żeby iść dzisiaj do szkoły…
Tylko nie potrzebnie się znowu zdenerwowałam.

Chyba powoli wszystko wraca do porządku. 

To wszystko mnie niszczy

These wounds won’t seem to heal

Niedziela - dzień cwela
Dzisiaj totalnie mam wszystkiego dość. Spotkałam 3/4 moich byłych chłopaków. Świetnie. 
To wszystko zdaje mi się takie okropne. Humor poprawił mi się dopiero w stajni. Tylko tam czułam się dobrze. Później idąc przez Kicin czy siedząc w autobusie miałam wrażenie, że wszyscy patrzą na mnie i szepczą, że to ta najgorsza. 
Popadam w coraz większą paranoję.
Czuję nieodpartą ochotę przytulić się do kogoś. Szkoda, że nie mogę.
Dołuję się bardziej i słucham smętów. Patrze na tą zieloną kropkę, koło imienia i nazwiska i czekam. Na zbawienie. Na to kiedy będę w stanie normalnie napisać i normalnie porozmawiać. 
Czuję się źle, bardzo źle. Mam ochotę na wszystko i na nic, zwłaszcza na pewną rzecz.
Naprawdę potrzebuję go teraz. To takie dziwne…  Nie potrafię tego logicznie wytłumaczyć.

Welcome back

Od opuszczenia tego bloga minęło 11 miesięcy. Zdawało mi się jakbym wczoraj pisała ostatniego posta.
Dużo zmian nastąpiło przez ten niespełna rok.
Jeździłam w Gru, aż do czerwca. Przez sześć miesięcy wiele się tam nauczyłam. Tylko dużo rzeczy nie pasowało mi tam, dlatego też przeniosłam się na stare śmieci do Domi. Tak się złożyło, że od końca sierpnia był tam nowy dzierżawca. Powstała na nowo szkółka. Obecnie dalej tam jeżdżę i nie narzekam. Wróciłam do sportu. Przesiadłam się na mniejsze konie i kucyki. W sezonie możliwe, że pojadę na towarzyską ujeżdżeniówkę. Chociaż w sumie trochę wątpię. 
W środę urodził mi się brat. Jest najcudowniejszy na świecie. Szkoda tylko, że wystąpiły pewne problemy i moja mama nie może jeszcze wyjść ze szpitala…
Poza tym odnowiłam kontakt z N. Jednak wczoraj zepsułam to wszystko. Nasza cała wzajemna relacja się najprawdopodobniej bezpowrotnie zakończyła. Cóż, bywa. Ciągle o nim myślę, nie potrafię przestać. Całą wczorajszą noc płakałam bez opamiętania, jak zwykle znowu się nad sobą użalałam. Nie mogę pojąć dlaczego to wszystko napisałam. Czuję się z tym okropnie.
W pewnym sensie miałam rację. Tylko, cholera, dlaczego ciągle mam ochotę napisać do niego, powiedzieć, że go potrzebuję, że nie potrafię tak. Nie zrobię tego. Chyba jestem za słaba, żeby to zrobić. Czuję się jakbym była najgorszym człowiekiem na ziemi. Wszystko mnie demotywuje. Mam ochotę usiąść i płakać całe swoje dalsze życie. Jestem zbyt słaba.

Idę się położyć, bo pewnie i tak nie zasnę. Będę zbyt zajęta płakaniem i użalaniem się nad sobą.

All heroes please apply.

"I’m so tired of being here,
 Suppressed by all of my childish fears,
 And if you have to leave,
 I wish that you would just leave,
 Your presence still lingers here,
 And it won’t leave me alone”

Do porzygu.

Tam siedzi moj Gustaw, ktory stracil juz uszy :c. Nie mam pojecia co mnie tknelo, zeby przejrzec te rozmowy. Takie dziwne uczucie kiedy patrze na przepelniony uczuciem dialog z osoba ktorej nienawidze. Glupio sie czuje. Wgle jakis dziwny ten dzien dzisiaj. Jaram sie, bo nareszcie mam porzadne rekawiczki ze skory. Fair play rzadzi. Obiecanki cacanki. Mialam sie odezwac po swietach a jednak napisalam. Little broken hearts.

Tam siedzi moj Gustaw, ktory stracil juz uszy :c. Nie mam pojecia co mnie tknelo, zeby przejrzec te rozmowy. Takie dziwne uczucie kiedy patrze na przepelniony uczuciem dialog z osoba ktorej nienawidze. Glupio sie czuje. Wgle jakis dziwny ten dzien dzisiaj. Jaram sie, bo nareszcie mam porzadne rekawiczki ze skory. Fair play rzadzi. Obiecanki cacanki. Mialam sie odezwac po swietach a jednak napisalam. Little broken hearts.

Remind us all of what we used to be

Nienawidze dni jak ten. Zawsze w takich sytuacjach wymiekam. Nie mam nawet sily wulypowiedziec sie na ten temat. Odezwe sie jakos po swietach.

This is the last goodnight

Brak nowych wiadomosci. Brak nieodebranych polaczen. Mysle, ze to moja wina. Znowu odczuwam to cholernie irytujace uczucie, ktore wypelnia kazdy skrawek mojego ciala. Przez to robie glupie rzeczy, placze mi sie jezyk, a czasami czuje jak trace kontrole nad moim cialem i umyslem. Psia krew. Co jest?! Najwyrazniej to cos wraca do mnie jak bumerang za kazdym kolejnym razem ze zwiekszona sila. Mam wrazenie jakby moje wnetrznosci opuscily moje cialo. I znowu ktos mnie sledzil. Przyspieszona akcja serca i oddech zle wplywaja na moja psychike. Pustka. Totalna pustka.

Brak sil motywacji i checi do czegokolwiek. Mam ochote schowac sie przed swiatem pod puchem cieplej koldry w zaciszu mojego pokoju. Dziwnie sie czuje. Niby nic, a jednak mam to irytujace mnie uczucie. Zbliza sie wiosna czas wreszcie schudnac. Przez zime moja waga gwaltownie podskoczyla i teraz wypadaloby jakos zrzucic te kilogramy. Mam wrazenie jakby ciagle mnie ktos obserwowal. Jakby moje zycie w wiekszym stopniu przestalo byc prywatne. Dziwne. Czas skonczyc ze zlymi nalogami.

Brak sil motywacji i checi do czegokolwiek. Mam ochote schowac sie przed swiatem pod puchem cieplej koldry w zaciszu mojego pokoju. Dziwnie sie czuje. Niby nic, a jednak mam to irytujace mnie uczucie. Zbliza sie wiosna czas wreszcie schudnac. Przez zime moja waga gwaltownie podskoczyla i teraz wypadaloby jakos zrzucic te kilogramy. Mam wrazenie jakby ciagle mnie ktos obserwowal. Jakby moje zycie w wiekszym stopniu przestalo byc prywatne. Dziwne. Czas skonczyc ze zlymi nalogami.

Shadow of the day

Nie mam pojecia jak wyjde z tego gowna sama. Jestem tak wyniszczona i zepsuta, ze powoli przestsje odczuwac te cholernie wkurzajace motylki w brzuchu na twoj widok. Cholera. A bylo tak dobrze. Zawsze potrafiles wyczuc najgorszy moment na wtracenie sie w moje zycie. Zawsze nienawidzilam cie za to. Zniszczyles mnie. Przez ciebie zawsze bede juz wrakiem czlowieka. Nadal nie moge o tobie mydlec, bo mam nudnosci i chce rzygac. Pamietasz kiedy tak nagle gwaltownie schudlam o 10kg? Zmizernialam wtedy i wyniszczylam swoj uklad pokarmowy doszczetnie. Przez ciebie. Moze jestem egoistka zrzucajac cala wine na ciebie, ale to nie ja cie zdradzilam i to nie ja zatarlam sladow po tej cholernej pieprzonej zdradzie. Jestes skonczonym dupkiem. Jestes jedna z bardzo niewielu osob, ktorych szczerze nienawidze. Mialam ochote na zyciowy wpis. Takze ten. Bylam dzisiaj na koniach. Arnika. Skoki. Po raz drugi w zyciu nie pomylilam parkuru. No i jak zwykle toczylam zacieta walke o zycie w siodle. Normalka. Zrobilam identyfikatory na drzwi otwarte. No i jestem przygotowana na robienie doswiadczeb na prawo Archimedesa. Wlasnie sobie uswiadomilam, ze nie przepisalam lekcji z dni kiedy bylsm w Warszawie… No to pobudka o 7.

But I can’t move

Ladna zime mamy tej wiosny. Osiedlowa droga krzyzowa level hard. Zamarzla mi krew w calym ciele… Takiej zimnicy to chyba jeszcze nigdy tak nie zmarzlam… Teraz kocyk, ciepla herbatka z cytrynka i Laleczka Chucky *-*. Pominmy fakt, ze ten film to totalna beznadzieja. “JESTEM CHUCKY I BEDZIEMY PRZYJACIOLMI DO GROBOWEJ DESKI JAK PIEPRZONE BLIZNIAKI SYJAMSKIE MUHAHAHAHAHAHAHA!”

Wróciłam niedawno do domu. Pożegnałam śniżną mroźną Warszawę i 4 godziny później powitałam Poznań. Mam jakieś dziwne przeświadczenie, że pcham się tam gdzie mnie nie chcą. Zastanawiam się czy jutro iść do szkoły czy też nie. Zdecyduję rano. Chyba wolę zrobić kilka rzeczy niż odsiedzieć dupogoziny słuchając lamentów wszystkich wokół jak to im się świat tera wali… Są gorsze problemy od tego jakie buty założyć. Prześladuje mnie chora myśl o tym, że ona już zakopana będzie próbowała się wydostać. Tak na marginesie to zobaczyłam dzisiaj po raz pierwszy w życiu grób dziadka. Jak dokona się ekshumacji to może będzie wysłuchiwał mojej bezsensownej paplaniny. Może zyskam przez to osobę (w pewnym sensie…) , której będę mogła się całkowicie wygadać? Właśnie teraz potrzebuję kogoś takiego kto mnie wysłucha i nie nawrzeszczy na mnie z byle powodu… Chętni? CV można wysyłać na priv czy coś. Halo?! Odezwij się do mnie! Właśnie ciebie potrzebujje w takiej chwili…

Wróciłam niedawno do domu. Pożegnałam śniżną mroźną Warszawę i 4 godziny później powitałam Poznań. Mam jakieś dziwne przeświadczenie, że pcham się tam gdzie mnie nie chcą. Zastanawiam się czy jutro iść do szkoły czy też nie. Zdecyduję rano. Chyba wolę zrobić kilka rzeczy niż odsiedzieć dupogoziny słuchając lamentów wszystkich wokół jak to im się świat tera wali… Są gorsze problemy od tego jakie buty założyć. Prześladuje mnie chora myśl o tym, że ona już zakopana będzie próbowała się wydostać. Tak na marginesie to zobaczyłam dzisiaj po raz pierwszy w życiu grób dziadka. Jak dokona się ekshumacji to może będzie wysłuchiwał mojej bezsensownej paplaniny. Może zyskam przez to osobę (w pewnym sensie…) , której będę mogła się całkowicie wygadać? Właśnie teraz potrzebuję kogoś takiego kto mnie wysłucha i nie nawrzeszczy na mnie z byle powodu… Chętni? CV można wysyłać na priv czy coś. Halo?! Odezwij się do mnie! Właśnie ciebie potrzebujje w takiej chwili…